Porzucone, i z puchówek

Pierze śnieżące podłogi.

Sama pani... Widok srogi...!

Dziateczki swoje bez główek

Za nóżki zimne, zielone

Trzymała... ach! jedną raną

Zabita, bo otworzone

Miała żywota świątnice214

I straszną płodu zamianą...

(Jasne stepowe księżyce!