To głos, kiedy szlachta krzyczy,
Pędząc zbrojna do ataku!)
Już wódz na czele orszaku
Dobył się z grząskiego błota,
Już koń się wspinał na brzegu,
Już chorągiew wielka, złota
Burczała, już rąbać zaczynał
I powietrze już zarzynał
Jęczące od szabli zamachu.
Wtem stanął i bladość strachu