I tak to robactwo w próchnie

Szepce; aż z krwawych rozcieków

Straszniejsza głowa wybuchnie

I krzyknie: «Na wieki wieków!»

I wszystko na chwilę uciszy.

Tam śród pjanych towarzyszy

(Miałem go prawie pod ręką)

Twój sługa siedział Tymenko,

Skarżąc się chrapliwie z gardła,

Jak człowiek, co ma suchoty,