Ta najkochańsza, najsłodsza, umarła,

Wstała — to serce by moje rozdarła;

Płakałbym może i z cierpień się skarżył,

Alebym kochać już nie mógł — nie ważył;

Bo na to trzeba jaśniejszej godziny

Niż starość ludzka pełna krwi i winy,

Co jako skrawy, chmurny zachód słońca

Otwiera niebo bez Boga, bez końca.

XXIV

„Księże, są o mnie haniebne powieści,