Od innych ciosy okropne, zabójcze,

Lecz od niej gorsze ja rany poniosłem.

Ona zrobiła, że śmierć kraju zniosłem.

Anioł piękności i wróg nieodstępny,

Stała, gdy z hańbą walczyłem posępny.

Com cierpiał w sobie i com czuł — nie czuła,

Co w sercu moim zmartwychwstało — struła,

Aż przyszło wreszcie, że dziś, jędza blada...

Lecz z tego niechaj ona się spowiada,

To na jej sercu, to je kiedyś zrani —