Nie chciałaś wtenczas tej krwi, tego serca.

Lont nie chciał harmat przede mną zapalać;

Kule się bały we krwi mojej zwalać,

Lecz omijały świszcząc koło ucha;

Miecz mój po kaskach dzwonił jak miecz ducha.

Los miał okropną zbawić mię bezczelność,

Jam był ubrany w straszną nieśmiertelność.

Jaka w tym wola boska, nie odgadnę

I nie chcę myśleć — lecz gdy myślę, bladnę.

Sam na tym polu, gdzie psów wściekłych kupa,