Ściany się zdały napełnione trwogą,

Że mię tam widzą samego w ciemności;

Ale w powietrzu jakiś szmer litości

I coś szeptało: „Nie płacz”, z każdej cegły;

A mnie ogromne łzy po twarzy biegły.

Na coż to przyszedł ów Wacław wyniosły?

Chwasty go same w tym gmachu przerosły.

Sam — o! bogdajbym był sam, o! zhańbienie!

Starzec wychodzi w księżyca promienie,

Poznaję — mój teść... przy niepewnym świcie