Lecz nie pomogło... bo jak od zwierciadła

Od ludzi trwoga ta na mnie upadła.

Bo wyschły jak trup, po uczuć pogrzebie

Jąłem się lękać nie Boga, lecz siebie.

Więc niech się skończy ten los, co mi cięży,

Niech w nieskończoność dusza się rozpręży;

Wszystko straszliwe, co się w serce ciśnie,

Niech się jak piorun wyrwie i rozbłyśnie.

Niechaj część każda pokalanej duszy

Dozna właściwych bólów i katuszy;