Z ognia oddechem, z lutniowymi gwary,

Pocałunkami tu goniły mary.

Widziałem moje sny młodości złote,

Zachwyty, miłość, niepokój, tęsknotę,

Wydane dziecka niewinnym obliczem;

Lecz on kochał nic, on tęsknił za niczem,

A jednak tęsknił i kochał. Widziałem,

Jak się w coś wpatrzył z obłąkania szałem.

Myślałem — biedny! czego się on męczy?

Łabędź w jeziora zakochał się tęczy,