Niech nie przychodzi tu jej cień bladawy...

Przyszła! — tam za nią stoi ojciec krwawy,

Włos jego siwy — o! to męki moje

Ta para, ludzi tych w powietrzu dwoje.

A jednak twarze to może jedyne,

Co odpuszczają mi hańbę i winę,

Co widząc dolą znękanego twardą,

Jak inni ludzie nie patrzą ze wzgardą.

Maryjo! nie idź za księżyc się chować,

Dobrze, żeś przyszła się tu ulitować,