Tak pełna w sobie anielskiego świtu!

Tak rozwidniona zrennicą42 z błękitu! —

Gdy oczy przeszły od stóp do warkoczy,

To zakochały się w niej moje oczy;

A za tym zmysłem, co kochać przymusza,

Poszło i serce, a za sercem dusza.

I tak się zaczął prędko romans klecić,

Że chciałem do niej przez kaskadę lecić;

Bo się lękałem, że jak widmo blade,

Nim dusza ze snu obudzona krzyknie,