Ażeby na nią nie patrzały kwiaty;

I ustroiwszy się jak gór dziewice,

Wybiegła do mnie — myślałem, że padnę!...

Ani jej oczy kiedy takie ładne,

Ani jej usta takie były świeże...

Motyla miała czarnego na głowie,

Ten alabastrów od smagłości strzeże;

I przeświecony od słońca w połowie

Na czoło rzuca skrzydła cieniu duże;

A pod motylem pochowane róże