Spod czarnej gazy patrzały ciekawe,

Na pół zamknięte, świeże, jeszcze łzawe;

Wiedząc, że zawsze strzegę serca strony,

Złośliwy motyl usiadł przechylony.

Myślałem, że mu to skrzydło połamię...

Siadł i na lewe przechylił się ramię.

I któż by wierzył w przeczucia, co straszą,

Gdy wyobraźnia cała szczęściem dumna!

Gdym z góry spojrzał na dolinę naszą,

Szalet się oku wydawał jak trumna,