Maleńki, cichy; kiedym spojrzał z góry,

Nasz ogród z wiszeń jak cmentarz ponury;

I niespokojne o nas gołębice,

I zadumane o nas w łąkach trzody;

Ziemia smutniejsza, błękitniejsze wody,

Zabite śmierci ćwiekiem okienice;

Wszystko zaczęło mię straszyć i smucić,

Jakbyśmy nigdy nie mieli powrócić.

Szedłem posępny i drżący na góry...

Jeziora czarne, głazy, śniegi, chmury;