Tu ją pod mymi oczyma rozdarli. —

Ty im to, Boże niebieski, spamiętasz!

Wziąłem ją — i sam zaniosłem na cmentarz.

Z założonymi na piersiach rękoma

Siedziała trzy dni matka nieruchoma

W kącie namiotu, żółta, jakby z drewna.

Dziecina stała się blada i rzewna;

Bo mleko matki zaczęło wysychać,

I co dnia było płacz w kołysce słychać.

A ta pustynia — nie masz dzieci w grobie! —