W których rozmawiał ze mną tłum grobowy;

I często dziwnym natrafiłem losem

Na głos, co moich był dzieciątek głosem.

Z obłąkanego budziły mię śnicia

Po nocy hyjen przeraźliwe wycia

Tam nad trumnami... i słuchałem blady,

Jak nad trupami płaczą trupojady.

Stałem się wreszcie jak wąż, gdy ochłodnie.

I przechodziły mi dnie i tygodnie

Bez żadnych bólów, pamiątek, omamień.