Stałem się twardy i zimny jak kamień.

I raz — ach, boska nade mną opieka!

Patrzę, ktoś w namiot mój cicho zagląda —

I ach! — Nie była to już twarz człowieka,

Lecz głowa mego starego wielbłąda.

Spojrzał — i spojrzał z twarzą tak litośną,

Że rozpłakałem się jak dziecko głośno.

I tak przeżyłem smutnych dni czterdzieście;

Przyszli mię ludzie uwolnić nareszcie.

O gorzka wolność i chwila odlotu!