A gdy wziął kielich w rękę trupią, siną,

W kielichu krew się zdawała, nie wino.

Każdy, co z gości do stołu zasiadał,

Nie znał go prawie, nigdy z nim nie gadał;

Gdy wszedł — nie wstawał nikt przed tym człowiekiem,

Choć orderami był srebrny i wiekiem;

Ani posłane z poselstwem od matki

Kiedy go w rękę całowały dziatki;

Jakby przed marą piekielną, szkaradną,

Stają przed ojcem zalęknione; bladną