VI

Nareszcie uciekł od ludzi i słońca.

A przy nim tylko jak anioł obrońca

Maleńki, blady i nierozkwitniony

Był smutny synek jego pierwszej żony.

To jedne dziecko przy nim czuwa, tleje,

Jako różyczka przy cedrze więdnieje.

On duszę ojca, gdy w rozpacz upada,

Szafirowymi oczkami spowiada;

I patrz! że czarny nędzarz nie unika