Wstał, dzbanek wody chwycił w drżące dłonie

I rzekł: „Sam Bóg ci za wodę zapłaci,

Bo chcę pić jak pies, bo ogień mam w łonie”.

To mówiąc, wodę wypiwszy ze dzbana,

Powalił się tu jak palma złamana.

Przybiegłem — nie czas już było ratować. —

Siostry go chciały martwego całować;

Krzyknąłem wściekły: „Niech się nikt nie waży!”

Porwałem trupa i rzuciłem straży,

Aby go wzięła na żelazne zgrzebła