Już słychać szmery, już wrzawa szalona,

Że graf otruty, że cierpi, że kona.

Wreszcie okropna wieść do groty wpadła:

Powiernik zaśmiał się — a pani zbladła

I znów skościeli oboje na długo.

Lecz kto by wtenczas ją widział z tym sługą,

Kto by ją widział, kiedy przez kaskadę

Blaski księżyca ją oblały blade,

Kto by w jej usta już nie koralowe,

Ale pobladłe, otwarte, surowe