Wodził za sobą dwa ciche płomienie,

Skrawe, czerwone, piekielne straszydła,

Mające oczy i włosy, i skrzydła.

Ścigany przez nie wybiegał z komnaty

Tylnymi drzwiami na ogród, na kwiaty;

I raz go z wody wydobyła zgraja;

Było to, mówią, w dzień trzeciego maja.

Widziano, jak biegł przez łąkę w zawody,

Ognie go, mówią, zagnały do wody.

Widziano, jak się topił cały blady: