Odtąd jużeśmy nie czytali sami.

XI

Odtąd w uśmiechach była dla mnie rzadsza,

Smutniejsza, cichsza i bielsza, i bladsza.

W głębszych się coraz zanurzała cieniach

I obrywała róże na strumieniach;

Albo przy kaskad naciągniętej lutni

Stawała słuchać tak jak ludzie smutni,

Z twarzą spuszczoną; lub sama w ustroni

Ręce na białą zakładała szyję