Rzekła raz: „Chodźmy do staruszka celi,

Może rozgrzeszy, może rozweseli,

Dłonie nam zwiąże i kochać ośmieli”.

Tak mówiąc wbiegła do sosnowej chaty,

Szybko zamknęła wszystkie okienice,

Ażeby na nią nie patrzały kwiaty;

I ustroiwszy się jak gór dziewice,

Wybiegła do mnie — myślałem, że padnę!...

Ani jej oczy kiedy takie ładne,

Ani jej usta takie były świeże...