Motyla miała czarnego na głowie,

Ten alabastrów od smagłości strzeże;

I przeświecony od słońca w połowie

Na czoło rzuca skrzydła cieniu duże;

A pod motylem pochowane róże

Spod czarnej gazy patrzały ciekawe,

Na pół zamknięte, świeże, jeszcze łzawe;

Wiedząc, że zawsze strzegę serca strony,

Złośliwy motyl usiadł przechylony.

Myślałem, że mu to skrzydło połamię...