Siadł i na lewe przechylił się ramię.

I któż by wierzył w przeczucia, co straszą,

Gdy wyobraźnia cała szczęściem dumna!

Gdym z góry spojrzał na dolinę naszą,

Szalet się oku wydawał jak trumna,

Maleńki, cichy; kiedym spojrzał z góry,

Nasz ogród z wiszeń jak cmentarz ponury;

I niespokojne o nas gołębice,

I zadumane o nas w łąkach trzody;

Ziemia smutniejsza, błękitniejsze wody,