Gdzie co noc blada zaziera Dyjanna

I czoło moje smutnym blaskiem mami.

I tak mię budzą zalanego łzami,

Te drzewo, księżyc ten i ta fontanna.

I wstaję blady, przez okno wyzieram

Słuchając różnych płaczów na dolinie.

Słowiki jęczą i fontanna płynie,

Mówią mi o niej — ja serce otwieram

I o śmierć prędką modlę się z rozpaczą,

I schnę, i więdnę — i ach, nie umieram...