Pod jasną tęczy różnofarbnej bramą;

Powiew miłości owiał mię uroczy.

Stanąłem przed nią i spuściłem oczy.

III

Poszedłem za nią przez góry, doliny,

I szliśmy razem u stóp tej lawiny,

Gdzie śnieg przybiega aż do stóp człowieka

Spłaszczoną płetwą jak delfin olbrzymi;

Para mu z nozdrza srebrzystego dymi,

A Rodan z paszczy błękitnej ucieka.