Pamiętam chwilę... poranek był skwarny.

Tameśmy szmerem spłoszyli dwie sarny;

Te, jakby szczęścia ludzkiego świadome,

Stanęły blisko złote, nieruchome;

I utopiły oczów błyskawice

W kochanki mojej błękitne zrennice;

I długo patrząc, nieruchome obie,

Głowy promienne pokładły na sobie.

Rzekłem: „One się zakochały w tobie!”

Rzekłem — i za to z ust zamkniętych skromnie