Jak ten rumieniec bez wstydu i grzechu,

Co się na twarzy urodził z uśmiechu.

IV

Odtąd szczęśliwi byliśmy i sami,

Płynąc szwajcarskich jezior błękitami,

I nie wiem, czy tam była łódź pod nami;

Bom z duchy prawie zaczynał się bratać,

Chodzić po wodach i po niebie latać;

A ona tak mię prowadziła wszędzie!

Ach! ona była jak białe łabędzie,