Rzucał się sprośny lud na jego złoto,

Tak wielką znalazł pokorę w swej winie,

Że nie pogardził i otworzył skrzynie;

A wtenczas sercu jego biczem jędzy

Był brzęk liczonych po zamku pieniędzy.

VI

Nareszcie uciekł od ludzi i słońca.

A przy nim tylko jak anioł obrońca

Maleńki, blady i nierozkwitniony

Był smutny synek jego pierwszej żony.