Lecz kto by wtenczas ją widział z tym sługą,

Kto by ją widział, kiedy przez kaskadę

Blaski księżyca ją oblały blade,

Kto by w jej usta już nie koralowe,

Ale pobladłe, otwarte, surowe

Spojrzał i słuchał, gdy tak stała cicha,

Jak przez te usta serce w niej oddycha;

Kto by usłyszał, z jakim dzikim wrzaskiem

Wybiegła z ludźmi się spotkać i z blaskiem,

I z obwinieniem, co na każdej twarzy