To właśnie okno grafowskiej komnaty,

Jak anioł blaskiem czerwonym skrzydlaty

Stoi na zamku, patrzy na katusze

I czeka, by wziąć z tego ciała duszę.

U bramy zamku tłum pobladły czeka.

Na drodze widać konnego człowieka,

Jak czarny szatan z płomykiem na głowie;

Otwierać bramy, nim się człek opowie!

Bo to nie diabeł ani żadna jędza,

To kozak pański konno wiezie księdza.