Słońce i kwiaty, czy boską mu chwałę,

Czyli dzieciątko te przypomną małe:

Dobrze, bo przerwą posępne rozpacze,

Bo może westchnie, przemówi, zapłacze?

Nie, stoi martwy, twarz mu się nie mieni:

Tak w brylantowym powietrzu jesieni

Stoją bezlistne drzewa w szronu szacie

I zadumane jak po jakiej stracie.

I przyszli ludzie z gotową trumienką;

Ksiądz się obrócił i znak im dał ręką,