Z nią razem, ojcze! Ja, co w tej krainie

Myślałem niegdyś, że młodość nie minie;

Wchodzę... trzy razy wspomniałem o Bogu,

Trzy razy, blady, przejść nie mogłem progu.

Przeszedłem wreszcie — w komnatach nikogo...

Ściany się zdały napełnione trwogą,

Że mię tam widzą samego w ciemności;

Ale w powietrzu jakiś szmer litości

I coś szeptało: „Nie płacz”, z każdej cegły;

A mnie ogromne łzy po twarzy biegły.