Na coż to przyszedł ów Wacław wyniosły?

Chwasty go same w tym gmachu przerosły.

Sam — o! bogdajbym był sam, o! zhańbienie!

Starzec wychodzi w księżyca promienie,

Poznaję — mój teść... przy niepewnym świcie

Widzę, że w ręku ma jakieś zawicie;

Twarz jego dzika, okropna, surowa;

Rozwija — patrzę — ojca mego głowa!...

Po śmierci zemsty bezczelnej dokazał,

Wyjął z mogiły trupa i ściąć kazał.