Myślałem, że mu skrzydełka motyla

Z ramion wyrosną, że główka zaświeci

Ogniem niebieskim i w niebo uleci;

Bo na paluszkach wstał, rosnął w człowieka;

Myślałem, że już ode mnie ucieka —

Wrócił... przy nogach mi go ból pokonał.

W godzinie jednej kochał, cierpiał, skonał.

O! cud okropny! co iskrę słoneczną,

W serduszku dziecka zamknął miłość wieczną

To, co ja dotąd w moim sercu mieszczę.