I wszystkie stały z odkrytymi głowy5
Słuchając we mnie grzmiącej polskiej mowy.
Gdym nieraz siedział przy twoim kominie,
A ty myślałaś, że ja sobie drzymię,
Jam na mównicy stał w tych duchów gminie
I brałem sobie między nimi — imię;
Od głów zaczynał — i do serc im sięgał,
I znów na wielkąm ich sprawę sprzysięgał.
A ty jak trupek w krześle, pod zamętem
Cicha, podobna do Park6 — życia matek,