Że już drużyna nasza wymarła:

A gdy noc głucha padnie na wzgórki,

I na parowy — być w pogotowiu

Na odgłos trąbki. — Do chat Kozaki!” —

Już przy zachodzie dnieprowe ptaki,

Czaple się kładły do snu w sitowiu.

Galera piersią nie miała wody,

A spód jej ledwo w trzcinach widomy;

I nad zielone wysep ogrody,

Wyrastał wielki maszt nieruchomy.