Wąż mu się, Turek, wije spod stopy.
Nad rankiem, kędy oczeret płonął,
Błękitne tylko krążyły dymy;
Galerę baszy pożar pochłonął —
Na skałach czarne znikły olbrzymy.
Tak na skinienie Hetmana ręki,
Wznoszą się ognie — gasną pożary —
Po wyspach słychać wesołe gwary,
I dzikie śpiewy, torbanów dźwięki.
Czemuż tak głośne wesele w Siczy?