Liczy godziny — nad więźniem czuwa,

I okolica mgłami zawiana.

A teraz, słychać hasło strażnika:

— „Kto idzie?” — „Hetman!” — „Witam hetmana!”

Żmija milczący klatkę odmyka.

Potem odwraca twarz zamyśloną:

— „Precz stąd, Kozaku! Żmija na straży”. —

Wszedł zgięty — odkrył lampę tajoną,

Potem ją światłem podniósł do twarzy:

— „Żyć będziesz Baszo! wzgardę przeżyłeś.