Już się z mgłą dolin mieszały białą.

I słychać oddech poranku świeży,

Co lekko wzrusza nadwodne trzciny.

Świegocą wróble na zamku wieży,

Na pół uśpione między kaliny.

I księżyc blady, i gwiazdy bladły;

Szarzeją światłem nieba błękity,

A kawki krążąc stadem obsiadły

I ołowiane wież czernią szczyty.

Wsiedli do czajki obaj rycerze,