wolisz przyjść pod postacią ołysiałego rżyska,

wiecznego skraju, apelu w lustrzanym żłobku.

Niepowstrzymany dzielniku, tą kostropatą łapą

od sekcji noworodków nie wiem, czy chcę,

byś mnie dotknął. Powiadam ci, naprawdę.

Kukanie

W pewnym sensie znałam tę panią,

co umarła: w te najgorsze upały

mieli zawsze otwarte drzwi, a lustro w przedpokoju

odbijało jej nigdy nie zaściełane łóżko.