— Jednak nie myśl teraz o sobie, dziewczyno — powiedziałam do siebie. — Nie o sobie teraz myśl.
— Już jestem — powiedział chłopiec. — Wziąłem bat pie. Dla ciebie też.
— Nie najemy się tym, chłopaku. Co to dwa batoniki pierroty dla takich jak my.
Nie miał lekko ze mną, a nigdy nie się nie skarżył. Może bo nie miał komu.
— Kazałaś wziąć coś do pociągu, a nie do najadania się. A daleko jedziemy?
Daleko, niedaleko, w każdym razie na północ. Nasz pociąg się nie spieszył, można było jeszcze coś zrobić. „Gdybym miała chorągiewki”, pomyślałam. Kolorowe chorągiewki i balony. Dziewczyna zauważyła, że na nią patrzę, przez dłuższą chwilę patrzyłyśmy na siebie nawzajem, pierwsza spuściłam wzrok.
— Nie masz chorągiewki, chłopcze? — spytałam. — Takiej jakby urodzinowej?
— Co byś chciała z nią zrobić? — zdziwił się.
— Pomachać — powiedziałam. — Chociaż pomachać.
Gdybym miała więcej niż jedną chorągiewkę, mogłabym też nadać jakiś prosty komunikat.