— Wszystko jest? — zapytał. W życiu nie słyszałam głupszego pytania.

— Oczywiście, że wszystko. A czego mogłoby brakować? — spytałam. Popchnęłam chłopca do przodu, ale delikatnie. — Jest głodny.

— Rodzice? — spytał starszy mężczyzna.

— Nie.

Mężczyzna spojrzał z niepokojem na chłopca. Nawet zazdrościłam mu takich sympatycznych odruchów. Wepchnął go w półotwarte drzwi, od razu chwyciły go jakieś kobiece ręce. Nawet się nie obejrzał.

— Wejdź — zaprosił mnie mężczyzna — też musisz być głodna.

— Wiesz co — powiedziałam — właściwie to nie jestem. I chciałabym dzisiaj wracać. Mam kolejkę.

— Ciągle jeszcze bawiła mnie ta gra słów, że nie było wiadomo, czy chodzi o pociąg, czy o kolejne transfery, które miałam do wykonania.

— Czyli co, do zobaczenia niebawem? — upewnił się mężczyzna, ale nie żeby mu zależało na tym, żeby mnie zobaczyć, tylko bo musiał sobie ułożyć grafik. Bardzo chciałam mu odpowiedzieć, że niekoniecznie, bo nie są jedynymi odbiorcami, ale sytuacja była dynamiczna, co ja mogłam wiedzieć o tym, co zastanę, zanim dojdę na stację.

— Na bank — powiedziałam. — Na bank.