Tam, dokąd jechaliśmy. Zanim przyjechał nasz kolejny pociąg, zniszczona podeszła do nas jeszcze raz:

— Nie uwierzysz, dziewczyno — powiedziała. — Taka historia. — Znowu wyjęłam portfel i znowu dałam jej pięć złotych. Mogłam dać jej dwa, ale chciałam zatrzymać tę chwilę. Nie, żeby była mi jakaś droga, ale nieczęsto zdarza się człowiekowi tworzyć pętle czasowe. Gdybyśmy potrafili tworzyć pętle czasowe, nie musiałabym teraz eskortować tego chłopca.

W kolejnym pociągu, poza załogą, też byliśmy tylko my i konduktorka.

— Nie powiesz mi, prawda? — upewnił się chłopiec.

— No nie.

Od torów trzeba było jeszcze podejść kawałek przez las, ale dostałam porządną mapę, nie wydruk z internetu, tylko ksero czegoś, co narysowano odręcznie z mniejszą dbałością o topografię, za to wielką, gdy szło o naprawdę ważne, nakierowujące detale: kapliczkę, paśnik dla saren, zieloną kutą bramę w środku lasu, za którą miał być nasz cel. Wiele lat wcześniej, gdy toporną nawigację w samochodach obsługiwał swoim aksamitnym głosem jeden z naszych nielicznych rozpoznawalnych kierowców rajdowych, wracałam akurat z wakacji z dziećmi i mój syn obudził się, gdy, podczas wjeżdżania do podziemnego garażu, rajdowiec powiedział: „jesteś u celu, pozdrawiam”. „Nie chcę do tego celu”, powiedział mój trzyletni wówczas syn i rozpłakał się, gdy zrozumiał, że przespał koniec szczęścia i radości. Z tym że tamto wtedy to jeszcze nie był koniec szczęścia i radości. Na mapie, którą trzymałam w ręku, tuż za wiernie oddaną żelazną ”bramą widniała notatka: „jesteś u celu”.

— Uważam, że to słabe — powiedziałam. — I podłe.

— Co jest słabe? — spytał chłopiec.

Podróż, choć w sumie niedługa i nie aż tak daleka, była jednak męcząca przez konieczność podzielenia jej na szereg drobnych odcinków. A myśmy jedli tylko batoniki pierroty. Bat pies, pomyślałam. I, o nie, pomyślałam, dorobiłam się insight joke’u z transferem.

Z domu wyszedł starszy mężczyzna. Sięgnęłam do torby po koszulkę, w której trzymałam książeczkę zdrowia chłopca i jakieś dodatkowe papiery, nie przyglądałam się, kiedy je dostałam, zresztą musiałam zaufać, że dotyczą akurat dziecka, które do tej koszulki dołączono.