Tylko my, ludzie, zapominamy o samych sobie, tylko my, rodzice, nie zwracamy uwagi, jakie istoty powołamy do życia, tylko kobiety, przyszłe matki, nie mają pojęcia, jak ważną biologiczną rolę przeznaczyła im natura w procesie rozwoju ludzkości.
Ta ważna społeczno-zdrowotna kwestia, jaką jest macierzyństwo i bezpośrednio z nią związana ochrona dziecka, do dziś nie jest prawnie odpowiednio rozwiązana nawet w najkulturalniejszych narodach.
Kobieta, stając do współpracy z ojcem, mężem, bratem, synem w fabrykach, warsztatach, biurach, uczelniach i wszelkich innych zawodach, stała się ekonomiczną siłą wytwórczą i twórczą, a nie przestała piastować swej biologicznej misji — macierzyństwa. Za jej to specjalne stanowisko — matki rodu ludzkiego — należą się kobiecie specjalne prawa, obejmujące ubezpieczenie macierzyństwa i ochronę dziecka, bo wyraz „macierzyństwo” obejmuje: matkę i dziecko. Jak smutnie te „prawa” u nas się przedstawiają... Te warunki, w jakich u nas rodzą pracownice, ta opieka, którą otrzymuje niemowlę robotnicy, ta praca fizyczna, która obciąża kobietę brzemienną niemal do ostatniej chwili rozwiązania — wszystko to urąga najelementarniejszym wymaganiom higieny i przeczy naszym pojęciom ludzi kulturalnych.
Naukowe i statystyczne badania przeprowadzone nad wpływem pracy kobiet na ich płód dobitnie wykazują, jak bardzo ujemny jest wpływ pracy fizycznej na rozwój i siły żywotne ich niemowląt. Nie będę tu, w tej małej broszurce, przytaczała historii i rozwoju sprawy ubezpieczenia macierzyństwa w różnych krajach, to tylko powiem, że u nas ta sprawa wcale nie istnieje, a nawet gorzej: przyszła matka nie tylko, że nie znajduje w społeczeństwie poparcia, ale piętrzą się przed nią same trudności, same przeciwieństwa. Kobieta w ciąży jest uwalniana6 z posad, z obowiązku, ze służby; te kilka przytułków, które są w Warszawie, zaledwie małą cząstkę zadowolić są w stanie, żadnego poparcia, żadnej pomocy skądinąd... Gdy wybuchła wojna, a warunki ekonomiczne się pogorszyły i fabryki stanęły, matki warszawskie rodziły na schodach, pod drzwiami przytułków, pod płotami... A dziś — gdy widmo nędzy przestało być widmem, a stało się rzeczywistością... matki warszawskie już wcale nie chcą rodzić; z przerażeniem i rozpaczą witają swe nowe macierzyństwo. I to jest nasza pierwsza trwoga na alarm... przestajemy być tą zadziwiającą, potężną rasą rozrodczą, której nam tak zazdrościły narody zachodnie.
A drugą trwogą na alarm to to, co u nas zawsze było zbyt wielkie, a dziś stało się przerażająco duże — to niezmierna śmiertelność dzieci...
Ratujmy samych siebie...
Konieczność objęcia szerokim ramieniem opiekuńczym najmłodszych sił naszego społeczeństwa dochodzi do kulminacyjnej chwili i już ani na moment oddalić jej nie możemy, bo do walki z ogromem śmiertelności dzieci stanąć musimy już nie tylko ze względów uczuciowych i obywatelskich, już nie tylko w celach kulturalnych, ale w imię naszej przyszłości narodowej. Bo jeżeli dotąd u nas umierało co trzecie dziecko, nie doczekawszy roku życia, tak jak w mało kulturalnym kolosie rosyjskim, z którym skuci byliśmy przez wiek cały, jakiż procent ma pobierać żniwo śmierci, gdy obecnie Polska cała jest terenem zniszczenia, gdy tysiące ludu polskiego wiedzie żywot iście koczowniczy, gdy rzesze robotnicze bez pracy i zarobku, a z drugiej strony niszczeje dobrobyt rzemieślnika, całego drobnego mieszczaństwa, zaś wszędzie panuje nędza wywołana nieopisaną drożyzną, podłym zjadaniem samych siebie przez bezczelną spekulację — niskich dusz, marnych charakterów.
Wszak w chwili uzyskania Niepodległości powinniśmy stanowić zwarty, solidarny, dwudziestomilionowy naród. Wszak liczebność narodu dużo znaczy i wiele decydować może.
A tu mór7 dzieci i młodzieży nie ustaje.
Jakie są najczęstsze przyczyny śmierci?