Każda marność zyskuje na czułości, która ją ocala, która ją składa w harmoniczną

jakość. Przecież wierzchołek góry lodowej nigdy nie opowiadał podwodnej historii

góry, choć uważał się za koronkę trwałości — za szczyt istnienia, bo mocował się

z pogodą, z wiatrem, śniegiem i gradem, a także z rzewnie rozmywającym

deszczem i permanentnie natarczywą falą.

Więc obraz całości ma moc redefinicji. Słabość, ta przerażająca wątłość, bezwład

powiek obolałych od płaczu i zanik głosu w krtani wydają się mieć związki głębsze

i potężniejsze, od których zależy pomyślna inwersja, jednak nie losu, lecz natury.

Los w rękach przykrych, chropowatych nie toczy się gładko, lecz po piekących

szczelinach. Ale gdy pojawi się zakaz współpracy, banicja, systematyczna trudność