Nie mam nic przeciwko nim. Niektórzy są moimi przyjaciółmi,
a przyjaźń to generalnie dobra rzecz, tylko jak ją pozyskać?
Adwokaci tradycyjnego podejścia zalecają służalczość, poniżenie,
niewolnicze poddanie się dyktatowi — pełzanie w cierpieniu.
Pełzamy więc wciąż z wiarą, że im bardziej będziemy zorientowani, tym lepiej.
A cel, jakim do niedawna była satysfakcja, zostaje zastąpiony zachwycaniem.
Tuż za rogiem czeka oczarowanie, więc zachwyt nie może być daleko.
Czyżby zbliżanie się było czymś złym? To niedorzeczne!
Więcej jednak nie znaczy lepiej. Jedna porcja lodów ok., dwie, trzy,
ale jak przyjaźń zareaguje na więcej? Zdumiona antynastawieniem?