Tam gdzie urna lilii rozrzucona leży pan i wieczysta jego nocy marynarka.

A ona, Rzeczenica, dlaczego samotna za nieszczęście się chwyta w chwili odwetu?

Rzuć bojaźń, ośmiel lica, wieczna twa ukradkowość, którą weźmie chwila.

Czyją grzywnę? Chwila głodna jak samotność. Przymkną hazard,

Rzucą wszystko słysząc trupa. Co, co? Jaka wina jest odwetu warta?

Skrwawione plamą pieniądze nie pomogą dokonać odpłaty,

Ale złoczyńcę Bóg obserwuje. Zna on ukradkowość bogactwa.

Trzeba ssać krwi karawan — westchnął bogaty ze łzami.

Nie lękaj się zostawić jałmużnę, bezduszny zastaw do Niedzieli.

Mistrz — wiatr wzniosły i podobny do osoby najbliższej bieli